COMNIE INSPIRUJE?


To chyba nigdy nie jest stałe. Zmienia się razem z rzeczywistością, a ta przecież przyspiesza z roku na rok. Najbliższe jest mi łagodne, przesączone światło, ale zdarza mi się fotografować w pełnym słońcu. Uwielbiam szalone, pełne humorów (wszelakich) sesje rodzinne, a jednocześnie bardzo potrzebuję ciszy i melancholii w sesjach kobiecych. Czasem dam się namówić na miejski beton i szkło, ale jeśli mam wybór uciekam nad rzekę, do lasu, w bluszcz.


Ale jeśli miałabym się cofnąć naprawdę daleko i spróbować znaleźć początek tego wszystkiego, to wracam do jednej książki: "Świat baśni, legend i mitów. Wróżki i elfy". Książkę tę dostałam jako dziecko, chyba pod choinkę. Był to zbiór baśni ilustrowany był obrazami prerafaelitów, które jeszcze bardziej rozpaliły mój dziecięcy umysł, już wtedy mocno (według współczesnych kryteriów pewnie zbyt mocno ;) żyjący w świecie fantazji.

Duża Ola stała się bardziej racjonalna. Bardziej krytyczna wobec siebie i wobec świata.

Robiła swoje, czyli zdjęcia, raz bliżej siebie, raz dalej od siebie.


I dopiero jakieś rok temu, trochę przypadkiem, przypomniałam sobie o tej książce. Okazało się, że gdzieś przepadła, ale udało mi się wypożyczyć egzemplarz w bibliotece. Przeglądając po latach znajome ilustracje uświadomiłam sobie, jak ogromny wpływ miały na to, co dziś uznaję za piękne. Na światło i na miejsca, które wybieram do sesji.

To, jak widzimy piękno i jak filtrujemy świat przez własną wrażliwość, jest w nas zakorzenione dużo głębiej, niż nam się wydaje...


A bride in a lace backless wedding gown poses gracefully among lush green foliage.