kobieca sesja plenerowa w naturze, czyli...
...sesja na wrzosowisku
Na sesję z natalią wybrałyśmy się na jedno z największych wrzosowisk w okolicach lublina
we wrześniu zeszłego roku, jednak ta historia dojrzewała powoli – aż do pierwszych dni wiosny, kiedy w końcu mogła ujrzeć światło dzienne tutaj, na blogu.
Tak jak spotkania podczas sesji rodzinnych napełniają mnie dziecięcą energią, śmiechem i spontanicznością, tak sesje kobiece zostawiają we mnie zupełnie inny rodzaj poruszenia. Z każdego takiego spotkania wracam do domu uskrzydlona.
Uskrzydlona pięknem, które – wierzcie mi – ma w sobie każda fotografowana kobieta. Czasem trzeba tylko stworzyć spokojną przestrzeń, zatrzymać się na chwilę i pozwolić temu pięknu wybrzmieć.
W mojej fotografii od pewnego czasu zauważam coraz większą tęsknotę za surowością i prostotą. Coraz bardziej pociąga mnie obraz pozbawiony efekciarstwa – zarówno w obróbce, jak i w samym sposobie patrzenia. Zamiast upiększać, wolę zostawiać przestrzeń dla tego, co prawdziwe.
Dlatego tak bliskie są mi sesje, w których makijaż jest niemal niewidoczny, skóra zachowuje swoją naturalną strukturę, a światło i wiatr robią więcej niż makijażystka i fryzjer. Lubię, kiedy na zdjęciach można niemal poczuć szorstkość wrzosowych łodyg, delikatne już ciepło wrześniowego popołudnia i ciszę, która towarzyszy takim spotkaniom.
Ta kobieca sesja na wrzosowisku była właśnie taka – spokojna, prosta i bardzo prawdziwa. Ogromne przestrzenie wrzosowiska, miękkie światło końca lata i delikatny wiatr stworzyły tło dla historii o kobiecości, wrażliwości i byciu blisko siebie.
Jeśli marzysz o kobiecej sesji fotograficznej w naturze, wrzosowiska pod koniec lata są jednym z najbardziej magicznych miejsc. To pora roku i miejsce, w którym łatwo się zatrzymać, odetchnąć i pobyć ze sobą w czułości.
Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć pełny kadr



